Punkt wyjścia: import na mailach
Zapytania przychodziły mailem i przez WhatsApp. Każda wycena była liczona od zera, a klient z Niemiec dostawał ofertę po polsku, bo tak było szybciej. Nie było jednego miejsca, w którym widać, na jakim etapie jest zamówienie.
Taki układ działa, dopóki klientów jest kilku. Przy kilkunastu rozmowach naraz zaczynają ginąć wiadomości, a coraz więcej czasu schodzi na przepisywanie i szukanie, a nie na sprzedaż.
Co zbudowałem
Platforma ma dwie części, bo każda robi coś innego.
Strona dla klientów. Szybka strona w czterech językach: polskim, angielskim, niemieckim i francuskim. Każdy język ma własne, przetłumaczone podstrony, także regulaminy i politykę prywatności. Klient z Niemiec od pierwszego kliknięcia czyta po niemiecku.
Platforma z panelem. To tu dzieje się praca:
- katalog z wyszukiwarką, w którym klient znajduje produkty i kategorie,
- wycena kilku produktów naraz: klient zbiera produkty do jednego zapytania, zamiast pisać osobno o każdy,
- płatności online,
- konta klientów z logowaniem, w których widać zamówienia i ich status,
- panel dla obsługi: zapytania o wycenę, leady, treści na blogu i historia działań w jednym miejscu.
Całość działa w chmurze Cloudflare, więc strona ładuje się szybko w całej Europie, a dane klientów i zamówień siedzą w bazie danych.
Automatyzacje, które zdejmują pracę z ludzi
Najwięcej czasu oszczędzają rzeczy, których klient w ogóle nie widzi.
Blog, który pisze się sam, ale nie publikuje się sam
Treści przyciągają klientów z Google, ale regularne pisanie zjada godziny. Dlatego platforma ma generator artykułów oparty na AI. Tematy bierze z listy słów kluczowych i z tego, o co pytali klienci w ostatnich 30 dniach. Nowy artykuł zapisuje jako szkic do zatwierdzenia, a raz w tygodniu sprawdza, które wpisy Google już zaindeksował.
To ważna zasada, którą stosuję wszędzie: automat robi pracę, człowiek podejmuje decyzję.
Maile, które wysyłają się same
Maile do klientów mają gotowe szablony w czterech językach i wychodzą automatycznie po konkretnych zdarzeniach. Wysyłka ma wbudowane bezpieczniki: dzienny limit, przerwę między wiadomościami do tej samej osoby i podgląd, ile maili odbija się albo trafia do spamu. Odpowiedzi klientów wracają do panelu, więc żadna nie ginie w skrzynce.
Zapytania prosto do panelu
Formularz i wycena na stronie nie wysyłają już maila, który ktoś musi przepisać. Zapytanie od razu ląduje w panelu razem z listą produktów. To dokładnie ten proces, który wcześniej trzymał się na WhatsAppie.
Efekt: jedno miejsce zamiast czterech
Zapytanie, wycena, płatność i status zamówienia są teraz w jednym panelu. Blog i maile w dużej części prowadzą się same, więc czas idzie na rozmowy z klientami, a nie na publikowanie i przepisywanie. Klient z każdego z czterech krajów dostaje stronę i maile w swoim języku.
Co z tego wynika dla Twojej firmy
Nie musisz importować z Chin, żeby mieć ten sam problem. Jeśli sprzedajesz przez zapytania i wyceny, pewnie znasz ten układ: wiadomości w kilku miejscach, oferty liczone ręcznie i brak jednego widoku na zamówienia.
Nie trzeba od razu budować całej platformy. Zwykle zaczynam od jednego procesu, który zjada najwięcej czasu, np. od tego, żeby zapytanie samo trafiało do arkusza albo CRM i od razu wysyłało klientowi potwierdzenie. Potem dokładam kolejne elementy.


